Patofizjo jest durna. Ot. Mam tyle testów, które jeszcze się w dodatku ostatnio mnożą, że możliwości przeczytania czegokolwiek jeszcze z Guzka czy Zahorskiej przerosły moje możliwości. Obym tylko giełdy zdołała ogarnąć, to już będzie dobrze. Oby się pytania powtórzyły.
I próbuje wyrabiać normę 6 godzin nauki dziennie. Przez ostatnie 3 dni wychodziło mi od 4 w porywach do 6, więc już jest dobrze. Więcej zwyczajnie nie jestem w stanie usiedzieć nad książkami, tudzież raczej testami w chwili obecnej. Już zwyczajnie mózg odmawia posłuszeństwa...
Ale perspektywa spędzenia większej części lipca w Tatrach jest motywująca. Plus Bieszczad we wrześniu. I tego, żeby wreszcie sesję zakończyć w czerwcu, a nie we wrześniu...
Tym optymistycznym akcentem wracam do testów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz